Stabilność Euro jest zagrożona! Tanieje w stosunku do yena i do dolara. Do dolara chyba jest najtańsze od czterech lat. Jakie wnioski? Nie, to nie jest coś nie tak z Euro i wspólną walutą. To kraje są winne! Wszystkie! Najnowszy pomysł? Gdy jakieś państwo pracuje nad ustawą budżetową, to zanim parlament lokalny będzie ją głosował, najpierw urzędnicy Unii będą musieli ją obejrzeć i ewentualnie zatwierdzić.
No dobra, a teraz na poważnie. Jeśli polski rząd (lub grecki lub jakikolwiek inny) nie radzi sobie z zarządzaniem pieniędzmi ludzi, to jaka jest szansa, że urzędnicy tysiące kilometrów z danego kraju, którzy nigdy nawet tam nie byli, lepiej ocenią, jak pieniędzmi obywateli zarządzać?
Nie mówiąc o tym, że pogłębia się oddanie władzy i suwerenności krajów na zewnątrz.
W jakim celu? Wszystko się sypie, a jedyna metoda na ratunek, jaką widzą politycy, to brnięcie dalej w tym samym kierunku. Bo mają jakieś założenia, które są świętościa nie do ruszenia i nigdy nie przyjdzie im do głowy, że może to one nie mają sensu. Strach się bać jutra.
PS. M.in. tutaj: http://bit.ly/cMW0Bh




Komentarze do wpisu „W obronie Euro!”
Z ciekawości: jak głosowałeś ws. wejścia Polski do WE?
Nie jestem pewny czy głosowałem - to było kilka miesięcy po mojej "osiemnastce", ale jeśli głosowałem, to na pewno na tak.
Zakładając więc, że głosowałeś... do cytowanych wniosków doszedłeś po zagłosowaniu, czy szedłeś mając ich świadomość?
Absolutnie po zagłosowaniu. Czuję się oszukany, żeby nie powiedzieć wydy*any. Nie tak to miało wyglądać wg obietnic lansowanych w tv. Teraz mam nadzieję jestem mądrzejszy niż mając 19 lat.
Ja się w ogóle nie dziwię planowi kontroli ustaw budżetowych po tym jak Grecy przepili swoje fundusze i żądają od Unii wsparcia. W kraju natomiast obywatele buntują się przeciw zmniejszeniu wydatków i programowi oszczędnościowemu. A nie pomóc nie można, bo inaczej całą strefę euro szlag trafi. No z punktu widzenia innych krajów członkowskich można się poważnie wkurzyć, wyrzucając swoje podatki w greckie błoto.
Myślę że wielka. Jeśli w danym kraju rządzą debile, którzy na własnym podwórku nie potrafią sobie poradzić to pomóc może jedynie ktoś z zewnątrz. Sorry, ale jakoś niektórym się udaje zarządzać funduszami własnego kraju. Uważasz że sytuacja gdzieś indziej może być tak odmienna że nikomu nie uda się jej opanować?
Osobiście nie jestem żadnym euroentuzjastą, ale też nie eurosceptykiem. Raczej gdzieś pośrodku. Uważam że Unia Europejska to coś na kształt elitarnego klubu. Można wiele zyskać ale trzeba się podporządkować regułom. W końcu nikt państwom członkowskim nie kazał wstępować. Sami wiedzą co podpisywali i na jakie warunki się zgodzili. A jeśli jakieś państwo członkowskie gotuje innym kolejny kryzys to nic dziwnego że inne się czują wkurzone i chcą tego w przyszłości uniknąć.
Tej też się raczej nie uda opanować. Albo się zaczną cofać i wyprzedawać wszystko co się da. I tak, niektórym się udaje. Jak ze wszystkim - jednym się udaje, innym nie. Problem w tym, że takie ustroje każą na każdym kroku traktować wszystkich, jakby byli debilami i z góry zakładać, że nie potrafią. Prowadzenie za rączkę przez całe życie.
Chyba najczęściej powtarzane eurokłamstwo, jakie znam. Ja nie wiedziałem jak to będzie wyglądało. A dokładniej miało wyglądać całkiem inaczej (porównaj komentarze wyżej). Wiele innych osób na pewno też (komentarze w necie). Polityce też na pewno niektórzy są zaskoczeni (były takie komentarze ich w mediach), a inni wiedzieli że będzie źle, ale robili to dla własnych zysków (np. wypromujmy Unię w kraju, to potem będziemy się chwalili, że to my wprowadziliśmy, pojeździmy na szczyty, zbierzemy większą kasę). Poczytaj o tym jak w poszczególnych krajach traktat lizboński był wprowadzany i wtedy mi powiedz czy nadal uważasz, że "wiedzą co podpisywali".
No cóż, jeśli nie wiedzieli to tym gorzej dla nich. Jeśli ja coś podpisuję to jestem za to odpowiedzialny i nie mogę powiedzieć że nie wiedziałem. Dlaczego tu ma być inaczej?
Referendum w sprawie wejścia do wspólnoty to imho porażka. Osobiście nie głosowałbym ani za, ani przeciw wejściu do Unii, bo się na tym po prostu nie znam. Jakbym miał budować dom na swojej nowo zakupionej działce to też nie chodziłbym po ludziach i pytał czy mogę go sobie zbudować czy nie, tylko bym poszedł do ekspertów, którzy by moją działkę ocenili.
Nie wiem o jakich ustrojach mówisz, ale chyba mi nie powiesz że wszystkie kraje, w których gospodarka w miarę dobrze się kręci traktują swoich obywateli jak debili. Szczególnie że chyba we wszystkich krajach EU panuje demokracja albo monarchia parlamentarna, więc ustrój jest ten sam.
A że Unia chce kontroli to się nie dziwię. Po tym jak się na Grecji sparzyli chcą lepiej kontrolować wydatki państw członkowskich, bo jadą na tym samym wózku. W sumie to właśnie im możemy "podziękować" za tą ustawę.
Poza tym nie zapominajmy że to nie Wielka Tajemnicza Unia przegłosowuje ustawy tylko parlamentarzyści krajów członkowskich, których sami sobie mogliśmy wybrać jakiś czas temu.
Za dużo tekstu, za dużo założeń nie trzymających się kupy. Nawet nie ma jak odpisywać.
Jak ktoś oszukany podpisując coś ma być sam sobie winny? Pewnie, zawsze post factum można powiedzieć trzeba było nie dać się oszukać.
Jakich ekspertów trzeba było pytać? W Grecji mieli ekspertów i co? W Niemczech mają ekspertów i co? Ledwo się trzymają, wzrost mizerny, a był i spadek. Najlepiej pilnować swoich interesów samemu i ewentualnie wybierać ekspertów, których się spyta. A my mamy narzuconych i będziemy mieli jeszcze bardziej narzuconych.
Co ma wspólnego dobrze kręcąca się gospodarka z traktowaniem jak debili? Wszędzie panuje ustrój ten sam i wszędzie ludzie mniej więcej są tak samo traktowani.
A w Grecji nie rządzili wybrani przez ludzi? Więc jaka jest gwarancja, że ci, których wybieramy nie zrobią tego samego?
A, jak to nazywasz, Wielka Tajemnicza Unia to ludzie, których ani ja, ani ty nie wybieraliśmy. Po pierwsze z Polski jest tam garstka ludzi, a i z nich nie ma człowieka, na którego głosowałem. Oprócz Polaków jest mnóstwo osób z innych krajów, którzy nie mam pojęcia kim są i co sobą reprezentują. A do tego dochodzi cała reszta instytucji unijnych, które też będą o tym decydowały, a z wyborami nie mieli nic wspólnego. Więc w moim przypadku 0% ludzi, których wybierałem tam jest, a jak ktoś trafił w dużą grupę, która wyjechała, to najwyżej około 1% ma swojej reprezentacji. Co taki 1% może zrobić. Jak można takie coś w ogóle nazwać, że "sami sobie mogliśmy wybierać"?!
I sparzenie się na Grecji - to jest to co nazwałem we wpisie brnięciem w jednym kierunku. Grecja przejadła całe pieniądze, które dostała z Unii. Czas im podać deser.
No ale kto inny miałby być? Jeśli zakładamy że podpisanie czegoś nie jest równe z wzięciem za to odpowiedzialności to w sumie możemy całkiem przestać się podpisywać i dać o wszystkim decydować innym.
No właśnie nie wiem. Po twoim komentarzu wywnioskowałem, że twierdzisz, że taki związek istnieje.Szczególnie mam na myśli zdania: Jak ze wszystkim - jednym się udaje, innym nie. Problem w tym, że takie ustroje każą na każdym kroku traktować wszystkich, jakby byli debilami i z góry zakładać, że nie potrafią Byś może miałeś co innego na myśli.
Zgadzam się. Ale pod warunkiem że ja nie będę odpowiadał za to że ty wybrałeś sobie eksperta do kitu.
Osobiście to bym im całkiem kurek zakręcił. Szczególnie że w kraju są protesty przeciwko planowi oszczędnościowemu i tak jak mówisz podajemy im deser do przejedzenia. Tylko jeśli Grecja upadnie to ucierpi reszta krajów członkowskich. A tak po prostu ich wyrzucić nie można. Stąd też plan kontroli wydatków państw członkowskich.
Niestety w tak dużej grupie jak Unia Europejska mało kto będzie miał więcej niż kilka procent poparcia. Nie wiem jak byś chciał pogodzić oczekiwania tylu różnych ludzi o różnych poglądach w inny sposób niż przez wybór reprezentantów poszczególnych krajów.
Jeszcze raz natomiast podkreślam, że nie jestem euroentuzjastą, mimo że po części jej tutaj bronię. Prawda jest taka, że w tej chwili UE i my wszyscy jako jej członkowie siedzimy po pas w gównie. Pytanie tylko co robić, żeby nie sięgnęło nam po kark.
W prawie (przynajmniej polskim) jest napisane, że jeśli podpisaliśmy umowę, a np. bank, sklep, ktokolwiek, nie podał nam wszystkich informacji albo podał nieprawdziwe, to umowa jest nieważna.
Właśnie! A teraz wszyscy odpowiadamy za to, że gdzieś tam byli wybrani źli "eksperci".
Kolejny argument, że takie bliskie trzymanie się razem może być fatalne w skutkach. Jakie plusy ma taka ciasna wspólnota, których nie można bez niej osiągnąć? Dlaczego wymiana towarów, usług i podróżowanie bez paszportów wymaga wspólnej waluty, kontrolowania naszych kieszeni i życia? Jak Unia będzie kontrolowała wydatki, to będzie jeszcze mniejsza szansa na znalezienie odpowiedzialnych za ewentualne błędy. Już na poziomie rządu jest ciężko.
No tak, to jeszcze ją powiększajmy... Wtedy już nikt nad niczym nie będzie miał kontroli.
Niech decydują o sobie, a nie pozwalają innym za siebie decydować! Jak się nie da, to nic na siłę.
Jesteś euroentuzjastą z tego powodu, że większość argumentów które podajesz, są na niekorzyść Unii co powyżej starałem się napisać, a ty interpretujesz je na korzyść. To jest takie samo podejście jak wielu osób.
Piszesz, że jesteśmy w pas po gównie. I teraz zamiast się trochę wycofać i spróbować to obejść, to idziemy dalej w tym samym dokładnie kierunku licząc, że dojdziemy kiedyś na drugą stroną.
No ale warunki wstąpienia i prawodawstwo na którym opiera się EU są jawne i dostępne dla wszystkich. Politycy natomiast sami przyznawali się że nie czytali tego co podpisywali. Ty również twierdzisz że prawdopodobnie zagłosowałeś na tak, chociaż nie wiesz dlaczego. I nie mów że to wina reklam i tv, bo przecież nie podajesz producenta do sądu jak ci nie smakował serek zachwalany jako smaczny.
To samo miałem na myśli. Stąd pomysł kontroli budżetu krajów członkowskich. Takiego kraju jak Grecja nie można po prostu wyrzucić a pakowanie w nich pieniędzy bez możliwości kontroli to największa głupota.
Na przykład konkurencję na rynkach międzynarodowych z takimi krajami jak USA, Japonia, Chiny czy Indie. W pojedynkę kraje europejskie miałyby niewielkie szanse. Niestety za cenę tego, że zła sytuacja jednego z państw członkowskich odbije się na sytuacji całej reszty i zrzeczenia się części praw na rzecz UE. Czy ktoś się na to godzi to już całkiem inna historia.
Moim zdaniem rozszerzenie o takie kraje jak Polska czy właśnie Grecja było nietrafionym pomysłem, przez który cierpią zarówno te kraje, bo nie mogą być na równi z innymi i są pokrzywdzeni, jak również i EU bo przez ich słabą i nieprzewidywalną gospodarkę cierpią wszyscy członkowie. Lepsza byłaby proponowana przez ciebie wolna wymiana towarów i usług wraz z otwarciem granic. Przynajmniej do czasu aż nabierzemy większej mocy pod względem gospodarczym. Być może wtedy pełne członkostwo miałoby sens. Jak dla mnie to rozszerzenie przebiegło znacznie za szybko.
Całkowite wycofanie się, patrząc na obecną sytuację polityczną i fakt, że żadna partia, którą można brać na poważnie, nie ma tego w planach, jest na razie zupełnie nierealne, a działać trzeba już, w tej chwili bo inaczej ucierpimy jeszcze bardziej. Szczególnie że w tym samym kierunku co Grecja idą inne państwa jak na przykład Hiszpania.
Z resztą samodzielne wycofanie się w sytuacji gdy większość Europy znajduje się w Unii byłaby równie niekorzystna. Polska nie ma takiej siły jak Szwajcaria, żeby sobie pozwolić na neutralność i niezależność od sąsiadów.
Tylko na potrzeby tej dyskusji. Gdybym miał się z tobą w stu procentach zgodzić to nie napisałbym nic. Natomiast gdybyś mnie przekonywał że Unia Europejska jest wspaniała, Polska żeby przetrwać musi koniecznie wstąpić do strefy euro i wszyscy którzy myślą inaczej to oszołomy, a ja akurat miałbym ochotę dyskutować, to zająłbym całkiem inne stanowisko.
Nie uważam natomiast że UE to całkowite zło i nie posiada zalet. Wychodzi jednak z założenia, że można pogodzić interesy słabych i silnych, co nie jest takie łatwe, a wręcz prawie niemożliwe. Niektórzy natomiast jak barany w to uwierzyli i wstąpili na fali międzynarodowego entuzjazmu.
W tej chwili patrzę z punktu widzenia samej Unii. Nie liczysz chyba że powiedzą "dobra, fajnie było, ale jutro się rozwiązujemy"? Sytuacja jest taka, że jedno z państw członkowskich spieprzyło sprawę i trzeba coś zrobić, bo bierne patrzenie tylko pogorszy sytuację. Przecież nigdzie nie napisałem, że bronię całą UE, a jedynie że rozumiem dlaczego po wydarzeniach w Grecji ta organizacja chce wprowadzić w życie podaną przez ciebie ustawę. A że Polska głosowała na tak w sprawie członkostwa - cóż, macie czego sami chcieliście.
Nigdy tego nie powiedziałem.
Jeśli kiedykolwiek smak serka będzie dla mnie tak ważny jak suwerenność kraju i wolność obywateli, to pozwę ich zanim jeszcze ten serek dokończę. A pewnie nawet go nie dokończę.
A w czym unijni "eksperci" są lepsi od greckich? W ogóle podaj mi nazwisko osoby, która będzie decydowała o tym, to poczytam o jej/jego edykacji.
Pytam o walutę a nie rynki. Złotówka się umacnia regularnie do dolara. A euro jest najtańsze od 4 lat. Co to za konkurencja?
Euro traci, złotówa zyskuje - a cenę zrzeczenia się części praw i tak płacimy. Wejdziemy do strefy euro, to nas "konkurencyjne" euro pociągnie za sobą.
Amen. To jest to. Wszystko na siłę i aby szybciej w imię jedności. Komunizm.
Poważnie nie poważnie to nie wyścigi koni, że trzeba zagłosować tak, żeby trafić. Wolę głosować na poglądy.
Tego nie rozumiem.
Dokładnie, o tym rozmawialiśmy wyżej. Wolność gospodarcza tak (takie było pierwotne założenie założycieli Unii!), ale nie socjalizm.
Nie, już bardziej "kurde, źle wyszło, jutro się rozwiązujemy". Ale szanse nie są dużo. Jeszcze ze 30 lat pogłębiania się obecnej tendencji.
Znów te głupoty. Jak z serkiem, jak kupiłeś i nie smakuje jak chwalili to nie znaczy, że masz czego chciałeś. To znaczy, że jest inaczej niż obiecali. Ni mniej, ni więcej.
W komentarzu wyżej natomiast:
Jeżeli nie pamiętasz to na pewno nie głosowałeś po dokładnym zbadaniu wszystkich za i przeciw. To nie było aż tak dawno temu, bo mimo że sam byłem wtedy niepełnoletni to pamiętam kampanie reklamową i debaty na ten temat. Tak samo zrobiła większość jak również politycy - zasugerowała się reklamami, w których, co normalne, przedstawia się głównie zalety, zamiast samemu się dowiedzieć. Reguły gry były jasne, tylko nikomu nie chciało się z nimi zapoznać. A jeśli ktoś się nie zna, to powinien powiedzieć to otwarcie i znaleźć kogoś kto się zna, a nie podpisywać, bo inni robią to samo.
Akurat nie znam żadnej partii, której poglądy byłyby zbieżne z moimi. A jak już jest to tylko na papierze, bo w rzeczywistości to posłowie używają obietnic wyborczych jako papieru toaletowego. Wszystkie, które w swoim programie mają wyjście z UE (lub przynajmniej zdystansowanie się od niej, co by mi lepiej odpowiadało) mają poglądy znacznie odmienne od moich i większości innych obywateli. To miałem na myśli mówiąc o braniu na poważnie.
Dlatego nie powinniśmy tego robić. Przynajmniej nie do czasu, gdy będziemy w stanie ponieść te ryzyko. W czasach przed kryzysem euro było całkiem mocną walutą i kraje ją posiadające profitowały. Teraz większe kraje jak Niemcy czy Francja wyjdą z tego kryzysu obronną ręką, bo je na to stać. Inne poniosą koszty, bo się pospieszyły i gdy tylko przez rok przekroczyły próg wejścia od razu się decydowały na ten krok. Teraz Polska powinna się uczyć na ich błędach i zaczekać przynajmniej z pięć, sześć lat obserwując rozwój wydarzeń i wzmacniając się gospodarczo bez obawy piekiełko w innych krajach członkowskich. Jak znam życie, będzie się musiała uczyć na swoich, bo planują wejść jak najszybciej.
Jak na razie żaden z nich nie doprowadził kraju na skraj bankructwa, w przeciwieństwie do greckich. Nie mam pojęcia kto to będzie i czy będzie dobry, ale w tej chwili możliwości są cztery i trzeba wybrać jedną z nich:
-Wywalamy Grecję i zostawiamy ją samą sobie (UE łamie umowę wg której zobowiązana jest pomóc)
-Dajemy im pieniądze za nic, ufając ich ekspertom, oni je przejadają w obawie przed swoimi wyborcami protestującymi przeciwko planom oszczędnościowym. Problem wraca za kilka lat i to nie tylko w Grecji.
-Dajemy im pieniądze pod warunkiem większej kontroli zmniejszając suwerenność poszczególnych krajów członkowskich.
-Nie dajemy nic i sami cierpimy (a szczególnie państwa strefy euro) bo jesteśmy z nimi związani gospodarczo.
Dla Polski jeszcze piąta:
-Wychodzimy z UE i zamiatamy problem pod dywan. Nas to już więcej nie dotyczy, ale problem i tak zostaje. Reszta będzie musiała tak czy tak wybrać jedną z czterech poprzednich opcji. Po tym zostajemy sami, bo UE się na nas wypina.
Szwajcaria śpi sobie na złocie państw EU i może na nich wywierać nacisk. Poza tym od dziesiątek lat jest neutralna i wypracowała sobie taką pozycję. Polska w swojej sytuacji, otoczona przez kraje członkowskie i nie mająca żadnych większych argumentów byłaby po prostu śmieszna. Dostalibyśmy cła na towary jak inne kraje spoza wspólnoty i nic nie moglibyśmy na to poradzić. Nigdzie nie opłacało by się sprzedawać polskich produktów. No bo sam powiedz, czy mamy jakieś asy w rękawie? Wielkie zasoby naturalne, przemysł albo prężne rolnictwo, od którego byłaby zależna reszta Europy? Całkiem co innego gdyby więcej państw zdecydowało się wystąpić, ale na to się na razie nie zanosi.
Zakładając, że tendencja będzie się utrzymywać. Stoimy na końcu kryzysu, który dotknął nie tylko EU a zapewne w przeciągu 30 lat doczekamy się także wzrostu gospodarczego na którym Unia będzie profitować. Gdyby nie kryzys grecki, który nota bene jest skutkiem całkowicie nieprzemyślanej próbie zapobiegania temu światowemu, wychodzilibyśmy już powoli na prostą. Zupełnie inna sprawa czy warto z tego powodu ryzykować nie posiadając żadnych rezerw na czarną godzinę i pchać się na siłę do strefy euro.
Uff, ale się zrobiła dyskusja. Ale przynajmniej ci statsy podbiję ;) I nie wiem dlaczego, ale już drugi raz nie dodało mojego komentarza. Dobrze że kopię zapasową zrobiłem
No ale nigdy nie powiedziałem, że nie wiem dlaczego. Wiem doskonale. Bo zostałem oszukany.
Grecja istnieje trochę dłużej niż Unia, mają jeszcze czas.
Że nie oddadzą złota? Szybko by się ich neutralność skończyła.
Przy takiej polityce jak dzisiaj na pewno. To wszystko można zmienić w ciągu kilku lat. Uwolnić rynek, zmniejszyć biurokrację, zmniejszyć opłaty w tym podatki i tyle. Inwestorzy sami przyjdą. Póki UE nie wymyśli, że firmy zarejestrowane nie mogą inwestować poza UE. Ale wtedy tak czy inaczej to wszystko upadnie.
Chętnie umówię się za 5 lat (albo i za rok) i zobaczymy jakie są tendencje. I ile trzeba było poświęcić.
Ja mam. Nie 100% zgodności, ale w dużym stopniu. A tym drugim zdaniem to rozumiem chciałeś znów potwierdzić to co mówiłem a propos kampanii polityków na rzecz przystąpienia do Unii.
Jeszcze raz - absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że "nieważne czy ktoś kłamie czy nie, ważne jest napisane". Jak w sklepie sprzedawca powie, że mp3 obsługuje kartę pamięci, a w domu sprawdzisz, że nie ma, to masz prawo zwrócić. Jestem też pewien, że nie czytasz umów gwarancyjnych na sprzęt, tylko przyjmujesz je w ciemno, mając zaufanie, że wszystko jest tak, jak powinno być. W umowach jest tak, że jak mówią jedno, a w umowie jest co innego to wg polskiego prawa podlegają karze. Więc to nie jest takie jednoznaczne, jak mówisz.
Reszta, to założenia oparte głównie na tym, co mówią politycy, bez próby spojrzenia poza to.
Nie muszą nie oddawać. Wiedzą kto ile i skąd ma a we frankach jest udzielanych sporo kredytów. Silny system bankowy wystarczy. żeby móc sporo namieszać w światowej gospodarce.
I gdzie będą sprzedawać swoje towary i skąd je kupować jak cło zrekompensuje zmniejszenie opłat? Taniej siły roboczej jak Chiny i Indie też nie mamy i nie sądzę, żeby ktoś chciał pracować za miskę ryżu. Poza tym bardzo optymistycznie zakładasz, że uda nam się nadrobić to w ciągu trzech lat podczas gdy nie udało nam się w ciągu 20. Nie trzeba zakazywać inwestycji, będąc samymi wśród krajów członkowskich sami sobie życie utrudnimy. Odizolowanie się od innych i całkowita samowystarczalność jest w dzisiejszych czasach niemożliwa, a już na pewno nie dla takiego kraju jak Polska.
A konkretny przykład? Bo z tego co pamiętam to nie obiecywali cudów na wierzbie, tylko chwalili swoje rozwiązania. To jeszcze nie jest oszustwo. Miały być wolne granice i są, miała być wspólna waluta i łatwość operowania nią i w niektórych krajach jest. Miała być ochrona dla wszystkich obywateli krajów członkowskich wewnątrz EU i też jest. A że nikt o wady nie pytał to całkiem inna historia.
Też. Nie wspominając już o podatku liniowym pewnej partii i innych tego sprawach. Ale to zupełnie inny temat, zupełnie z podaną przez ciebie ustawą niezwiązany.
Do tego już całkiem trudno mi się odnieść, bo nie podajesz żadnych konkretnych przykładów. Z resztą ty też opierasz się głównie na tym co mówią politycy, tylko inni niż ja. Sprawa jest na tyle skomplikowana, że nie sposób jej rozwiązać samemu, bez znajomości prawa międzynarodowego, makroekonomii i dostępu do tony dokumentów oraz czasu na ich analizę.
Nie odpisywałem, bo w drugim akapicie naliczyłem cztery nieścisłości lub wymyślone rzeczy, więc dalej nawet nie czytałem.
http://bit.ly/agvBta - tutaj jest na co pójdą pieniądze w Grecji
http://bit.ly/bWeZN3 - tutaj, jakie są efekty traktatu lizbońskiego
Tego jest pełno. Codziennie coś się pojawia. Trzeba tylko czytać w różnych źródłach, a nie głównych kanałach tv.
I na prawdę nie ma sensu się dalej sprzeczać. Każdy ma prawo do swoich opinii i do korzystania z dowolnych źródłem. Szkoda, że i tak inni decydują za nas co dla nas dobre i na co nasze pieniądze wydać.